|
Homilia Benedykta XVI na inauguracj? pontyfikatu
wersja do druku poleć znajomemu
Dodano: 2005-04-22
Najdostojniejsi kardyna?owie,
Czcigodni Bracia w episkopacie i kap?a?stwie,
Dostojne w?adze i cz?onkowie korpusu dyplomatycznego,
Najdro?si Braci i Siostry!
W tych tak intensywnych dniach, trzy razy towarzyszy? nam ?piew litanii do wszystkich ?wi?tych: podczas pogrzebu naszego Ojca ?wi?tego Jana Paw?a II, z okazji wej?cia kardyna?ów na rozpocz?cie konklawe i równie? dzisiaj, gdy ponownie ?piewali?my j? wraz z wezwaniem: Tu illum adiuva - wspomagaj nowego nast?pc? ?wi?tego Piotra. Za ka?dym razem, w szczególny sposób wyczuwa?em w tym modlitewnym ?piewie wielkie pocieszenie. Jak?e czuli?my si? opuszczeni po ?mierci Jana Paw?a II, papie?a który przez ponad 26 lat by? naszym pasterzem i przewodnikiem po drogach czasu. Przekracza? on próg innego ?ycia, wchodz?c w tajemnic? samego Boga. Ale nie czyni? tego samotnie. Ten, kto wierzy, nigdy nie jest sam - nie jest sam ani za ?ycia ani w chwili ?mierci. Obecnie mogli?my wzywa? ?wi?tych wszystkich czasów - jego przyjació?, jego braci w wierze, b?d?c przekonani, ?e stanowi? oni ?ywy orszak wprowadzaj?cy go w t? inn? przestrze?, a? do chwa?y Boga. Wiedzieli?my, ?e jego przybycie by?o oczekiwane. Teraz wiemy, ?e znajduje si? on po?ród swoich i jest naprawd? w swoim domu. I znów zostali?my pocieszeni uroczy?cie przyst?puj?c do konklawe, aby wybra? tego, którego wybra? Pan. Jak?e mogli?my rozpozna? Jego imi?. Jak mog?o 115 biskupów pochodz?cych z ró?nych kultur i krajów, znale?? tego, któremu Pan pragn?? powierzy? misj? zwi?zywania i rozwi?zywania. I raz jeszcze wiedzieli?my o tym: wiedzieli?my, ?e nie jeste?my sami, ?e jeste?my otoczeni, prowadzeni i kierowani przez Bo?ych przyjació?. W tej chwili ja -s?aby s?uga Pa?ski mam przyj?? to nies?ychane zadanie, które rzeczywi?cie przekracza wszelkie ludzkie si?y. Jak?e mog? to uczyni?? W jaki sposób b?d? temu w stanie sprosta?? Wy wszyscy, drodzy przyjaciele, dopiero co przywo?ali?cie ca?y zast?p ?wi?tych, uobecniony w wielkich imionach historii Boga z lud?mi. W ten sposób równie? we mnie o?ywa owa ?wiadomo??: nie jestem sam. Nie musz? samotnie nie?? tego, czego w rzeczywisto?ci i tak samotnie nie móg?bym nie??. Wspiera mnie zast?p ?wi?tych Boga, podtrzymuje mnie i mnie prowadzi. I towarzysz? mi, drodzy przyjaciele, wasza modlitwa, wasza wyrozumia?o??, wasza mi?o??, wasza wiara i wasza nadzieja. Jednak?e we wspólnocie ?wi?tych s? nie tylko wielkie postacie, które nas poprzedzi?y i których imiona znamy. My wszyscy jeste?my wspólnot? ?wi?tych, my ochrzczeni w imi? Ojca i Syna i Ducha ?wi?tego, my którzy ?yjemy darem Cia?a i Krwi Chrystusa, poprzez który pragnie nas przemieni? i uczyni? podobnymi sobie. Tak, Ko?ció? ?yje, to jest przedziwne do?wiadczenie tych dni. W?a?nie w smutnych dniach choroby i ?mierci papie?a, objawi?o si? to naszym oczom. Ko?ció? ?yje, Ko?ció? jest m?ody. Niesie on w sobie przysz?o?? ?wiata, dlatego ukazuje ka?demu z nas ?ycie ku przysz?o?ci. Ko?ció? jest ?ywy i my to widzimy: do?wiadczamy rado?ci, któr? Zmartwychwsta?y przyobieca? swoim. Ko?ció? ?yje, poniewa? Chrystus ?yje, poniewa? On naprawd? zmartwychwsta?. W bólu widocznym na twarzy ojca ?wi?tego w dniach Wielkiej Nocy kontemplowali?my tajemnice m?ki Chrystusa i razem dotykali?my Jego ran. Ale w tych dniach mogli?my równie? dotyka? Zmartwychwsta?ego w najg??bszym sensie. Po krótkim okresie ciemno?ci dane nam by?o do?wiadczy? rado?ci, któr? On obieca? jako owoc swego zmartwychwstania.
Ko?ció? ?yje! Z ogromn? rado?ci? i wdzi?czno?ci? pozdrawiam was tu wszystkich zgromadzonych, czcigodni wspó?bracia kardyna?owie i biskupi, najdro?si kap?ani, diakoni, duszpasterze, katechi?ci. Pozdrawiam was zakonnicy i zakonnice, ?wiadkowie przemieniaj?cej obecno?ci Boga. Pozdrawiam was wierni ?wieccy, zaanga?owani w wielk? misj? budowania Królestwa Bo?ego, które rozprzestrzenia si? w ?wiecie w ka?dym przejawie ?ycia. Te s?owa kieruj? z uczuciem tak?e do wszystkich, którzy odrodzeni w sakramencie chrztu, nie pozostaj? jeszcze w pe?nej komunii z nami; i do was bracia narodu ?ydowskiego z którymi jeste?my zwi?zani wielk? spu?cizn? duchow?, zakorzenion? w nieodwracalnych tajemnicach Boga. W ko?cu moja my?l, niczym rozprzestrzeniaj?ca si? fala, biegnie do wszystkich ludzi naszych czasów, wierz?cych i niewierz?cych.
Drodzy Przyjaciele! W tej chwili nie potrzebuj? przedstawia? mojego programu. Jaki? rys tego, co uwa?am za moje zadanie mog?em ju? przedstawi? w mym or?dziu w ?rod? 20 kwietnia. Nie b?dzie brakowa? okazji, aby to uczyni?. Moim prawdziwym programem jest to, by nie realizowa? swojej w?asnej woli, nie kierowa? si? swoimi ideami, ale ws?uchiwa? si? z ca?ym Ko?cio?em w s?owo i w wol? Pana oraz pozwoli? si? Jemu kierowa?, aby On sam prowadzi? Ko?ció? w tej godzinie naszej historii. Zamiast przedk?ada? program, chcia?bym po prostu przedstawi? wyja?nienie dwóch znaków, w których liturgicznie urzeczywistnia si? przyj?cie Pos?ugi Piotrowej. Oba te znaki zreszt? odzwierciedlaj? to, o czym mówi? dzisiejsze czytania.
Pierwszym znakiem jest paliusz, tkanina z czystej we?ny, która zostaje mi w?o?ona na ramiona. Ten bardzo stary znak, który biskup Rzymu nosi od IV wieku, mo?e by? uwa?any za obraz Chrystusowego jarzma, jakie biskup tego miasta, s?uga s?ug bo?ych, bierze na swe ramiona. Bo?e jarzmo jest wol? Boga, któr? my przyjmujemy. A wola ta nie stanowi dla nas jakiego? wewn?trznego ci??aru, który nas przygniata i odbiera wolno??. Poznanie tego, co Bóg pragnie, poznanie drogi ?ycia by?o rado?ci? Izraela, jego wielkim przywilejem. Jest ono równie? nasz? rado?ci?: Bo?a wola nas nie wyobcowuje, ale czasem równie?, w bolesny sposób, nas oczyszcza i tym samym pozwala nam odkry? samych siebie. I tak nie s?u?ymy jedynie Jemu ale zbawieniu ca?ego ?wiata i ca?ej historii. Istotnie, symbol paliusza jest jeszcze bardziej precyzyjny. Owcza we?na stara si? ukaza? zagubion? owieczk?, a równie? t? chor? i s?ab?, któr? pasterz bierze na swe ramiona i prowadzi do wód ?ycia. Przypowie?? o zagubionej owcy, której pasterz szuka na pustyni, by?a dla Ojców Ko?cio?a obrazem tajemnicy Chrystusa i Ko?cio?a. My wszyscy, ca?a ludzko??, jest t? zagubion? owc?, która nie odnajduje ju? drogi na pustyni. Nie godzi si? z tym Bo?y Syn. On nie mo?e porzuci? ludzko?ci znajduj?cej si? w tak mizernej sytuacji. Powstaje, opuszcza chwa?? niebios aby odnale?? owce i i?? za ni? a? na krzy?. Bierze j? na swe ramiona, bierze nasze cz?owiecze?stwo, bierze nas samych. On jest tym dobrym pasterzem, który daje swoje ?ycie za owce. Paliusz oznacza wi?c, przede wszystkim, ?e my wszyscy jeste?my prowadzeni przez Chrystusa, ale równocze?nie stanowi on zach?t? do wzajemnego wspierania si? na tej drodze. Tym samym paliusz staje si? symbolem misji pasterskiej o której mówi drugie czytanie i ewangelia. Pasterza musi o?ywia? ?wi?ty niepokój Chrystusa: dla niego nie jest oboj?tnym, ?e tak wiele osób ?yje na pustyni. Pustynia posiada wiele form. Istnieje pustynia n?dzy, pustynia g?odu i pragnienia, pustynia porzucenia, samotno?ci i zniszczonej mi?o?ci. Istnieje pustynia ciemno?ci Boga, wypalenia duszy, gdzie zanika ?wiadomo?? godno?ci i drogi cz?owieka. Poniewa? tak rozleg?e sta?y si? pustynie wewn?trzne, na ?wiecie mno?? si? zewn?trzne pustynie. Dlatego bogactwa ziemi nie s?u?? ju? budowaniu Bo?ego ogrodu w którym wszyscy by mogli ?y?, lecz wykorzystywane s? przez moce wyzysku i zniszczenia. Ca?y Ko?ció?, a w nim jego pasterze, tak jak Chrystus, winni wyruszy? w drog?, aby wyprowadzi? ludzi z pustyni, ku ?yciu, ku przyja?ni z Synem Bo?ym, ku temu, który daje nam ?ycie i to ?ycie w pe?ni. Symbol baranka posiada jeszcze inn? wymow?. Staro?ytny wschód zna? zwyczaj, ?e królowie okre?lali siebie samych jako pasterzy ludu. To stanowi?o obraz ich pot?gi, obraz cyniczny: narody by?y dla nich jak te owce, którymi pasterz móg? dysponowa? wedle swych zachcianek. Tymczasem Bóg ?ywy, pasterz wszystkich ludzi, sam sta? si? barankiem, stan?? po?rodku stada, po?ród tych którzy s? deptani i zabijani. W?a?nie w ten sposób objawia si? On jako prawdziwy pasterz: "ja jestem dobrym pasterzem, ?ycie moje oddaje za owce" - mówi Jezus o sobie samym (J10, 14nn). To nie w?adza zbawia lecz mi?o??! To jest znakiem Boga: On sam jest Mi?o?ci?. Ile? to razy chcieli?my, aby Bóg okaza? si? silniejszym. Aby zdecydowanie uderzy?, zniszczy? z?o, i stworzy? lepszy ?wiat. Wszystkie ideologie w?adzy usprawiedliwiaj? si? w ten sposób, tak usprawiedliwiaj? zniszczenie wszystkiego, co mog?oby oprze? si? rozwojowi i wyzwoleniu ludzko?ci. Cierpimy z powodu cierpliwo?ci Boga. Tymczasem wszyscy potrzebujemy Jego cierpliwo?ci. Bóg sta? si? barankiem, mówi nam, ?e ?wiat jest zbawiony przez Ukrzy?owanego, a nie przez tych, którzy krzy?uj?. ?wiat jest zbawiany dzi?ki Bo?ej cierpliwo?ci, a niszczony przez ludzk? niecierpliwo??.
Jedn? z podstawowych cech pasterza powinna by? zdolno?? mi?owania powierzonych mu ludzi tak, jak kocha Chrystus, któremu s?u?y. "Pa? owce moje" - mówi Chrystus do Piotra, a w tej chwili i do mnie. Pa?? - znaczy kocha?. A mi?owanie oznacza tak?e gotowo?? do cierpienia. Kocha? - znaczy dawa? owcom prawdziwe dobro, pokarm prawdy Bo?ej, Bo?ego s?owa, pokarm Jego obecno?ci, który Bóg daje w Naj?wi?tszym Sakramencie. Drodzy przyjaciele - w tej chwili mog? powiedzie? jedynie: módlcie si? za mnie, abym nauczy? si? bardziej mi?owa? Pana. Módlcie si? za mnie, abym si? nauczy? bardziej mi?owa? Jego trzod? - ciebie, Ko?ciele ?wi?ty, ka?dego z was z osobna i wszystkich razem. Módlcie si? za mnie, abym nie ucieka? z obawy przed wilkami. Módlmy si? nawzajem za siebie, aby Pan nas niós?, a my, by?my nauczyli si? nie?? jedni drugich.
Drugi znak, przy pomocy którego w dzisiejszej liturgii wyra?one zostaje obj?cie Pos?ugi Piotrowej, to przekazanie Pier?cienia Rybaka. Powo?anie Piotra, które us?yszeli?my w ewangelii, aby by? Pasterzem, nast?puje po opowiadaniu o obfitym po?owie ryb: po nocy, podczas której bezskutecznie zarzucano sieci, uczniowie widz? na brzegu Zmartwychwsta?ego Pana. On nakazuje im raz jeszcze powróci? do ?owienia ryb i oto sie? nape?nia si? tak, ?e nie s? w stanie jej wyci?gn??; 153 wielkie ryby. "A pomimo tak wielkiej ilo?ci sie? si? nie rozerwa?a" (J 21,11). To opowiadanie, z ko?ca ziemskiej drogi Jezusa wraz z uczniami, stanowi odpowied? na opowiadanie z pocz?tku: tak?e wtedy uczniowie nic nie z?owili przez ca?? noc; tak?e wtedy Jezus nak?oni? Szymona do ponownego wyp?yni?cia na g??bi?, a Szymon, który jeszcze nie nazywa? si? Piotr, da? niezwyk?? odpowied?: "Mistrzu, na Twoje s?owo zarzuc? sieci!". A oto potwierdzenie misji: "Nie bój si?, odt?d ludzi b?dziesz ?owi?" (?k 5,1-11). Tak?e dzisiaj Ko?ció? i nast?pcy aposto?ów s?ysz? wezwanie, by wyp?yn?? na g??bi? morza dziejów i zarzuci? sieci, by zdobywa? ludzi dla ewangelii - dla Boga, dla Chrystusa, dla prawdziwego ?ycia. Ojcowie Ko?cio?a dali bardzo szczególny komentarz do tego zadania. Mówi? w ten sposób: dla ryby, stworzonej by ?y? w wodzie, wyci?gni?cie z morza jest ?mierci?. Zostaje jej odj?ty pierwiastek ?ycia, by s?u?y? za pokarm cz?owiekowi. Jednak w misji rybaka ludzi dokonuje si? proces odwrotny: my, ludzie, ?yjemy wyobcowani, w s?onych wodach cierpienia i ?mierci; w morzu ciemno?ci bez ?wiat?a. Sie? ewangelii wyrywa nas z wód ?mierci i niesie ku wspania?o?ci Bo?ego ?wiat?a, ku prawdziwemu ?yciu. I w?a?nie tak jest - w misji rybaka ludzi, wzorem Chrystusa, nale?y wyrywa? ludzi ze s?onego morza wyobcowa? ku ziemi ?ycia, ku ?wiat?u Bo?emu. I w?a?nie tak jest: istniejemy aby ukaza? Boga ludziom. I tylko tam, gdzie wida? Boga naprawd? zaczyna si? ?ycie. Tylko wtedy, gdy spotkamy w Chrystusie Boga ?ywego, poznajemy czym jest ?ycie. Nie jeste?my przypadkowym i pozbawionym znaczenia produktem ewolucji. Ka?dy z nas jest owocem zamys?u Bo?ego. Ka?dy z nas jest chciany, ka?dy mi?owany, ka?dy niezb?dny. Nie ma nic pi?kniejszego ni? wpa?? w sieci ewangelii Chrystusa. Nie ma nic pi?kniejszego jak pozna? Go i opowiada? innym o przyja?ni z Nim. Zadanie pasterza, rybaka ludzi, mo?e si? cz?sto wydawa? ?mudne. Ale jest ono pi?kne i wielkie, bowiem ostatecznie s?u?y rado?ci, rado?ci Boga, który chce wej?? w ten ?wiat.
Chcia?bym tu podkre?li? jedn? rzecz. Zarówno z obrazu pasterza, jak i rybaka wy?ania si? w sposób jednoznaczny wezwanie do jedno?ci. "Mam tak?e inne owce, które nie s? z tej owczarni. I te musz? przyprowadzi? i b?d? s?ucha? g?osu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz" (J 10, 16) - rzecze Jezus na zako?czenie mowy o Dobrym Pasterzu. A opowiadanie o 153 wielkich rybach ko?czy si? radosn? uwag?: "A pomimo tak wielkiej ilo?ci sie? si? nie rozerwa?a" (J 21,11). Niestety, umi?owany Panie, ona teraz si? rozerwa?a! - chcia?oby si? z bólem powiedzie?. Ale? nie - nie powinni?my si? smuci?! Radujmy si? z Jego obietnicy, która nie zawodzi. Uczy?my co tylko mo?liwe na drodze ku jedno?ci, któr? obieca?! Wspominajmy o niej w modlitwie do Pana jak ?ebracy: tak Panie, pami?taj, co przyrzek?e?, spraw by?my byli jednym pasterzem i jedn? trzod?! Nie dozwól, by Twa sie? si? porwa?a i pomó? nam by? s?ugami jedno?ci!
W tej chwili powracam my?l? do 22 pa?dziernika 1978 roku, kiedy to papie? Jan Pawe? II rozpoczyna? swoj? pos?ug? tu, na Placu ?wi?tego Piotra. Wci?? na nowo brzmi? mi w uszach jego s?owa: nie l?kajcie si?! Otwórzcie, otwórzcie na o?cie? drzwi Chrystusowi! Papie? przemawia? do mo?nych tego ?wiata, którzy obawiali si?, ?e Chrystus móg?by zabra? im co? z ich w?adzy, gdyby dali Mu wej?? i pozwolili na wolno?? wiary. Owszem, On z pewno?ci? co? by im zabra?: w?adz? korupcji, naginania prawa, samowoli. Ale nie zabra?by niczego, co dotyczy wolno?ci cz?owieka, jego godno?ci, budowania sprawiedliwego spo?ecze?stwa. Papie? mówi? ponadto do wszystkich ludzi, zw?aszcza m?odych. Czy? my wszyscy nie boimy si? w jaki? sposób, ?e je?li pozwolimy ca?kowicie Chrystusowi wej?? do naszego wn?trza, je?li ca?kowicie otworzymy si? na Niego, to mo?e On nam zabra? co? z naszego ?ycia. Czy? nie boimy si? przypadkiem zrezygnowa? z czego? wielkiego, jedynego w swoim rodzaju, co czyni ?ycie tak pi?knym? Czy? nie boimy si? ryzyka niedostatku i pozbawienia wolno?ci? Jeszcze raz papie? pragnie powiedzie?: nie! Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni ?ycie wolnym, pi?knym i wielkim. Nie! Tylko w tej przyja?ni otwieraj? si? na o?cie? drzwi ?ycia. Tylko w tej przyja?ni rzeczywi?cie otwieraj? si? wielkie mo?liwo?ci cz?owieka. Tylko w tej przyja?ni do?wiadczamy tego, co jest pi?kne i co wyzwala. Tak te? dzisiaj chcia?bym z wielk? moc? i przekonaniem, pocz?wszy od do?wiadczenia swojego d?ugiego ?ycia, powiedzie? wam, droga m?odzie?y: nie obawiajcie si? Chrystusa! On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje si? Jemu, otrzymuje stokro? wi?cej. Tak! Otwórzcie, otwórzcie na o?cie? drzwi Chrystusowi, a znajdziecie prawdziwe ?ycie. Amen
|